Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Lifting małego crossovera z Niemiec to żadna rewolucja. I chyba nikt nie ma mu tego za złe.
Początkiem bieżącego roku Volkswagen ogłosił odświeżoną wersję udanego i lubianego nie tylko w Polsce T-Crossa. To samochód o optymalnych gabarytach - świetny do miasta, ale i satysfakcjonujący w trasie. Auto - choć nie było jakieś okrutnie stare - to w świetle ostatnich nowych linii modelowych marki, dawało się odebrać jako coś bardziej leciwego niż w rzeczywistości. Część klientów upatrywała w tym rzecz jasna atutów - normalna obsługa, mniej drażniących systemów czy wszędobylskiej ekranów - ale prawdą jest, że lekkie odświeżenie T-Crossowi z pewnością nie zaszkodziło.
Niemcy mieli świadomość, że model ten nie był i nigdy nie będzie czymś, co stanowi o “być albo nie być” marki na rynku. Klienci go lubią za wspomniane gabaryty i segment (to w technicznie rzecz biorąc podniesione o 4 cm Polo, choć bez możliwości wyposażenia w napęd obu osi), co jednak nie wpływa na pozycję producenta w rankingach globalnej sprzedaży i potyczkowania się chociażby z Toyotą. Firma widzi jednak, że T-Cross ma spore grono zwolenników, nie pozostawiła więc modelu na pastwę losu i od kilku miesięcy mamy na rynku jego odświeżoną wersję.
Zestawiając nowego T-Crossa z poprzednim można zauważyć pewne zmiany, głównie w środku. Porównując go jednak do potencjalnych rywali, konstrukcyjnie już dość trąci myszką. Możemy upatrywać tego jednak w przychylności do żądzy klientów podróżowania “klasycznym Volkswagenem” - skoro wzięto się za jakiekolwiek zmiany, to chyba świadomie nie pozwoliliby sobie na takie “olewanie” tematu?
Jaki T-Cross jest w odbiorze? Wydaje się kompletny - przyjemny kompan do życia na co dzień. Oczywiście to poniekąd wynikowa egzemplarza prasowego, który był dość dobrze wyposażony, ale w zasadzie otwartość Niemców do swobody konfigurowania sprawia, że każdy zbuduje sobie optymalny pojazd dla siebie. W naszym samochodzie na uwagę zasługiwały przede wszystkim matrycowe reflektory (auto już w standardzie ma LED-y dookoła), które doceniliśmy zwłaszcza podczas nocnych przechadzek w deszczu. Poza tym - komplet systemów bezpieczeństwa (co ważne - łatwych do wyłączenia) czy aktywny tempomat.

Ten model Volkswagena już wcześniej słynął z przyjemnej konfiguracji układu zawieszenia. Samochód nastawiony jest na wygodę i komfortowe resorowanie (to też powód dla którego w T-Crossie można mieć maksymalnie 18-calowe obręcze), ale nie porzuca zupełnie pewności prowadzenia. Wcześniej jeździliśmy takim autem ze 150-konną benzyną 1.5 TSI i trzeba przyznać, że był to znakomity wariant. Znikome spalanie, świetna dynamika. Teraz również dostępny jest ten silnik, choć w nasze ręce trafiła mocniejsza z dwóch wersji trzycylindrowych 1.0. Cóż - 116-konna odmiana pozwala w miarę przyjemnie żyć z T-Crossem, ale model o mocy 95 KM może być niekiedy niewystarczający. Czasem podczas testu drażnił nas dźwięk jednostki R3 (zdarza się, że lubimy pracę takich silników), ale jako całokształt raczej nie mieliśmy większych zastrzeżeń do jego działania.
Niewielka pojemność skokowa sprawia, że motor ma trochę więcej pracy do wykonania, przez co okazuje się, że takie 1.0 TSI sprzęgnięte z nieustannie skutecznym DSG o siedmiu przełożeniach zużywa w zasadzie tyle samo benzyny co wspomniane 1.5 TSI. Ciągle mówimy jednak o przyjemnych dla kieszeni wartościach, choć jak na te gabaryty i masę ok. 1200 kg wyniki przekraczające 7 litrów nie są jakimś rekordem ekonomiczności. Auto osiąga setkę w jakieś 10 sekund i mknie maksymalnie 193 km/h - na co dzień pewnie wystarczy, ale czy podoła wyzwaniom rzucanym przez rywali?

Volkswagen przyzwyczaił klientów do tego, że jest dobrym kompanem, “po niemiecku” nie wychylający się przesadnymi ekstrasami i udziwnieniami. W dobie walki z autami z tak wielu kontynentów i tak licznych producentów może jednak okazać się, że będzie to niewystarczające. Lifting wyszedł autu na dobre, ale zmian mogłoby być trochę więcej.
Podstawowy T-Cross na szczęście nie przekracza 100 tys. zł w cenniku, ale za przyzwoicie skonfigurowane auto trzeba zapłacić już 20% więcej. Testowany samochód dobijał do 150 tys. zł. To ciągle niezła oferta, ale klienci bombardowani atrakcyjnymi designami, nowoczesnymi rozwiązaniami i po prostu świeżością rynkową mogą zacząć rozglądać się za czymś bardziej przełomowym.
Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Poznaj 10 najdroższych samochodów świata. Ceny, osiągi i ciekawostki o najbardziej luksusowych autach w historii motoryzacji.
Poznaj Ferrari 812 Competizione – limitowaną wersję z silnikiem V12 o mocy 830 KM. Sprawdzamy osiągi, prowadzenie i wyjątkowy charakter modelu.
Poznaj Konrada Skurę – fotografa współpracującego z EVO. Kulisy sesji zdjęciowych, podróże, Le Mans, Muzeum Ferrari i niezwykłe historie z pracy.
Wkrótce na rynek wejdzie gorące MINI John Cooper Works Convertible oraz wersja 1965 Victory Edition.
Elektryczny, luksusowy SUV GV90 wkrótce trafi także do Polski. Genesis potwierdził plany ekspansji.
W uznaniu dla włoskiej doskonałości projektowania dział Ad Personam stworzył Temerario Tricolore.
W hipersamochodzie V-ONE klienci Cadillaka będą mogli poczuć się jak kierowcy w Le Mans.
Nowe wydanie EVO Magazine już w sprzedaży. Ponad 170 stron testów, wyjątkowych samochodów, podróży i motoryzacyjnych emocji.
Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Wkrótce po premierze Brabusa Bodo firma prezentuje jego nową, równie limitowaną wersję Cabriolet.
Klienci w Niemczech będą mogli nabyć jednego ze stu Porsche 911 na stulecie toru Nürburgring.
Poznaj 10 najdroższych samochodów świata. Ceny, osiągi i ciekawostki o najbardziej luksusowych autach w historii motoryzacji.
W historycznej siedzibie Bentleya w Crewe już od 80 lat trwa tradycja ręcznej produkcji samochodów.
Napęd z wersji OCTA i terenowe dodatki z pustynnego rajdu - to nowy, prototypowy Defender Dakar.
W ramach największej aktualizacji w historii modelu Klasa C dostała garść inteligentnych systemów.