Bolid Oracle Red Bull Racing, pamiątki Ayrtona Senny i Maxa Verstappena oraz wyjątkowe zegarki.
Czy nowa Kona powtórzy sukces swojego poprzednika? Wszystko na to wskazuje, bo Koreańczycy znają na niego przepis.
Kona to zadomowiony w Europie model, lubiany przez klientów. Jego najnowsza odsłona wprowadziła nieco zamieszania, bo to, że Hyundai ostatnimi czasy lubi szokować to jedno, ale z Koną - małym crossoverem, wybieranym przez tysiące ludzi - poszli naprawdę oryginalnie. Mimo wszystko najczęściej wszystkim się podoba. Zwłaszcza LED-owe “opaski” z przodu i z tyłu mogą się podobać, choć jakby zupełnie nie pasują do nich reflektory główne i światła tylne. Nie widać tu konsekwencji, ale jakoś Koreańczycy uparli się na to separowanie niektórych pozycji zespołu oświetlenia, przez co niekiedy wygląda to specyficznie, tak jak tutaj. Czy to źle albo czy to brzydko? Raczej zdania będą podzielone, ale trudno idąc tym tropem wypowiadać się o całości designu Hyundaia. To udany, kompletny projekt, ładny, nowoczesny i wpisujący się w obecne trendy rynku.
Nowoczesność widać również wewnątrz. Tu czuć kierunek w stronę Ioniqów i ich elementów charakterystycznych. To też nie jest wada, bo elektryczne Hyundaie są po prostu… niezłe. Pod kątem wykończenia i stylu również. Jest więc tu odrobina futuryzmu, jednak z zachowaniem konserwatywnych cech. Nie wszystko więc - na szczęście - przeniesiono do obsługi na ekrany dotykowe, jest sporo fizycznych guzików i pokręteł. Do jakości też nie można mieć zastrzeżeń. Biorąc pod uwagę segment, do którego przynależy Kona, można by nawet powiedzieć, że jest ponad przeciętną. Plastików jest sporo, ale nie drażnią zanadto, choć ich jakość mogłaby być czasami trochę lepsza, zwłaszcza w świetle większych modeli marki.
Testowana wersja Platinum ponadto kipi ekstrasami, często zupełnie nieprzydatnymi na co dzień, ale w aucie tego segmentu - fajnie, że można je mieć. Spodobał mi się np. półaktywny tempomat, który za sekundowym przyciśnięciem guzika RES dostosowuje się do obowiązującego ograniczenia prędkości. Szkoda tylko, że w takim wydaniu (silnik, napęd i wyposażenie) to auto kosztuje prawie 180 tys. zł. Może jednak nadrobi tym, jak jeździ?

Żeby załączyć któryś z biegów, trzeba użyć manetki z obrotową końcówką na końcu, zlokalizowanej u dołu kolumny kierowniczej, z prawej strony. Początkowo trudno się do tego przyzwyczaić, później jednak okazuje się, że to świetne, wygodne i intuicyjne rozwiązanie, które w niczym nie koliduje, a do tego odkrywa dodatkową przestrzeń służącą za schowek, pomiędzy fotelami. Na uznanie zasługują też fotele, godne obecności nawet w większych, skoncentrowanych na dalszych podróżach modelach. Wskazania cyfrowych zegarów są czytelne, nie przesadzono z ich grafiką, podobnie rzecz ma się z ekranem centralnym. Prostym w obsłudze, bez fajerwerków stylistycznych, co może i niektórym będzie przeszkadzało, ale Hyundai taki już ma styl - szaleństwo wizualne, wstrzemięźliwość cyfrowa.
Niestety, mimo, że system jest szybki i responsywny, po każdym uruchomieniu samochodu, trzeba przebrnąć przez jego menu, aby dostosować auto do swojego profilu (nawet przy ustawieniu siebie jako głównego użytkownika). A więc wszelkie systemy typu start-stop, dbałość o utrzymanie pasa ruchu (cholernie drażniące komunikaty!) czy nie do końca dopracowana nowość - monitorowanie koncentracji kierowcy kamerami śledzącymi wzrok - trzeba każdorazowo wyłączać, czy zmieniać z pokładu menu ekranu centralnego. Ten ostatni system może i ma słuszne zadanie, ale jest klasycznie już przewrażliwiony i reaguje już po 2-3 sekundach. Ponadto gubi się, kiedy mamy okulary odbijające światło, a zupełnie przestaje działać, jeśli kierowca założy przeciwsłoneczne.

Mamy tu silnik 1.6 T-GDI, znany z poprzednika. 198 KM w takim aucie nie brzmi źle, ale żeby zagonić go do pracy, trzeba używać łopatek za kierownicą i podróżować w trybie Sport. W dwóch niższych (Normal i Eco), wszystko jest ślamazarne i ociężałe. Ponadto wspomaganie kierownicy jest wtedy zbyt silne, na czym traci czułość tego, co dzieje się z autem. Nie jest to samochód stworzony do szaleństw, ale w codziennej jeździe może być miłym kompanem, choć nie powinien tego robić wyłącznie w sportowych nastawach. Zawieszenie na krótkich nierównościach staje się nieco nerwowe, ale poza tym - w ogólnym ujęciu - sprawia wrażenie komfortowego i wygodnego na co dzień. Zastrzeżenia można mieć do hałasu w kabinie. Do 100 km/h nic ponadprzeciętnego się nie dzieje, ale poza terenami zabudowanymi zaczyna być nieprzyjemnie.
Testowany samochód wyposażono ponadto w sprawny dwusprzęgłowy automat 7DCT i napęd obu osi - oba warte polecenia, bo inteligentne i wspierające na co dzień. Spalanie w mieście mimo ich obecności zamyka się w około 8 litrach - w dobie hybryd (tu także jest dostępna) i silników o znacznie mniejszych pojemnościach pewnie dałoby się niżej, ale Hyundai oferuje przynajmniej sensowną mechanikę pod maską.
W teorii nowy Hyundai Kona powinien być bestsellerem. Jest oryginalny, niezwykle przestronny, choć drażni trochę, że w kilku miejscach producent poszedł nieco na skróty. Przy podstawowej cenie ponad 100 tys. zł może też nie być mu łatwo przekonać do siebie teoretyków, ale po bliższym przyjrzeniu, na tle konkurencji, raczej kupi kolejnych zainteresowanych. Producent musi jednak dopracować wyciszenie czy elektroniczne wspomagacze, bo konkurencja nie śpi i mocno pracuje na to, aby nie pozwolić nowej Konie na powtórzenie sukcesu poprzednika.
Bolid Oracle Red Bull Racing, pamiątki Ayrtona Senny i Maxa Verstappena oraz wyjątkowe zegarki.
Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Poznaj 10 najdroższych samochodów świata. Ceny, osiągi i ciekawostki o najbardziej luksusowych autach w historii motoryzacji.
Poznaj Ferrari 812 Competizione – limitowaną wersję z silnikiem V12 o mocy 830 KM. Sprawdzamy osiągi, prowadzenie i wyjątkowy charakter modelu.
Nowy Range Rover Sport Electric pożycza technologie od większego brata i dorzuca sportowy charakter.
DBX GT to pierwszy Aston Martin dostępny do konfiguracji w nowym showroomie Q na Mayfair w Londynie.
Nowa seria 3 jest bliźniaczo podobna do i3, ale pod spodem kryje się znana, spalinowa receptura.
Lanzante 95-59 z pakietem High Downforce to odwołanie do wersji specjalnej McLarena F1 z lat 90.
Efektowna rzeźba pokazuje, w którą stronę Alpine poszło ze stylizacją elektrycznego następcy A110.
Ford otwiera kolejną turę zgłoszeń kupna Mustanga GTD, ale to tylko początek całego procesu.
Gordini to powiązana z Renault marka kojarzona z motosportem. Teraz wraca w koncepcyjnej formie.
Torcal ma łączyć zwyczajowe rzemieślnicze podejście do luksusu z nowoczesnym napędem elektrycznym.
Nowy logotyp ma być wspólny dla wszystkich oddziałów McLarena, w tym aut drogowych i zespołu F1.
Seria Nicolaus Copernicus Collection to 3 dedykowane na nasz rynek personalizowane modele Bentleya.
Na pięćdziesięciolecie GTI Volkswagen dodaje do swojego portfolio kolejnego hot hatcha - ID.3 GTI.
Brytyjski McLaren planuje spore wydatki na infrastrukturę i nowe modele, w tym SUV-a.