Bolid Oracle Red Bull Racing, pamiątki Ayrtona Senny i Maxa Verstappena oraz wyjątkowe zegarki.
Jeszcze do niedawna „mniejszy” Range Rover uznawany był za model warty mniejszej uwagi. Sprawy się nieco pozmieniały.
„Mniejszy” w przypadku Range Rovera oznacza, że nieustannie mamy tu do czynienia z prawdziwym kolosem. Ba, nowa odsłona tej wersji auta urosła aż o 10 cm. Sport najczęściej był nieznacznie mniej pokaźny, do tego odrobinę bardziej skoncentrowany na prowadzeniu, ale przy zachowaniu zbliżonego komfortu do „dużego” Range’a. Wyjściowe założenia się nie zmieniły, ale jednocześnie nowy Range Rover Sport wpisuje się teraz w kryteria zupełnie nowej ligi. Zachował co cenne, a zdobył mnóstwo elementów, których brakowało w dotychczasowych odmianach Sport.

Jakkolwiek to zabrzmi, w moim prywatnym odczuciu, dotychczas Sport odstawał nieco jakością wykonania od swojego większego brata. Nie mylcie tego ze złym wykonaniem - po prostu od aut o nazwie Range Rover oczekuje się już konkretnego poziomu, co w przypadku Sporta bywało sporne, zwłaszcza po latach eksploatacji. Co ciekawe, w nowym Sporcie zmieniła się przede wszystkim pozycja za kierownicą. Nie każdemu odpowiada, ale tym wyższym z pewnością będzie tu wygodnie i ergonomicznie. Trudno to powiedzieć o funkcjach pokładowych, ale warto rozpatrywać to w kwestiach obecnych czasów - po prostu wszyscy robią już dotykowe ekrany. Ten tutaj, 13-calowy, jest i tak dość dobrze “poukładany” i responsywny, choć część elementów przydałaby się bardziej tradycyjna (niżej wyświetlacza pozostawiono tylko ustawienia klimatyzacji, ale wciąż dotykowe…). Cyfryzacja dotknęła także (jak i w „dużym” Range Roverze) lusterko wsteczne, które obecnie może pokazywać rzut z kamery umiejscowionej nad klapą bagażnika. Znacznie bardziej przydatne na co dzień, szczególnie przy tak potężnej kabinie. Przed kierowcą znalazły się również cyfrowe - a jakże - zegary, na przeszło 13-calowym wyświetlaczu, które są całkiem OK, w przeciwieństwie do dotykowych guzików na kierownicy znanej z innych modeli marki, które wymagają przyzwyczajenia obsługi.

O designie nie ma co tu się długo rozwodzić - od razu widać, że to auto słusznej marki, front nie budzi żadnych skrajnych emocji, w przeciwieństwie do mocno odstającego od tego co znamy tyłu. Tablicę rejestracyjną przeniesiono na zderzak, a wąskie lampy połączono czarną blendą.
Nowy Sport to także fenomenalne zawieszenie pneumatyczne, które w licznych ustawieniach znakomicie łączy pewność prowadzenia z niebywałym komfortem. Tu bez wątpienia możemy pokusić się o stwierdzenie, że to najlepszy z Land Roverów i Range Roverów pod kątem miksu przytoczonych cech. To zasługa m.in. aktywnych stabilizatorów oraz mnóstwa elektroniki wspomagającej doznania płynące z jazdy. Te wspomagacze wesprą także poza asfaltem, bo Range Rover, niezależnie od wersji, naprawdę sporo potrafi na nieutwardzonym szlaku. W większości miejsc ograniczą go jak zwykle drogowe opony, ale i tak mnogość funkcji i ustawień napędu, prześwitu czy kontroli trakcji potrafi aż onieśmielić. Najlepiej zdać się na programy przygotowane przez producenta, a wówczas zajedziecie naprawdę daleko - zarówno na piasku, jak i w błocie.

Mamy zawsze 6 (za chwilę także 8 w wersji SV), co już cieszy. Oczywiście coraz więcej tu wsparcia elektrycznym silnikiem, co nie powinno cieszyć, ale bez obaw - Range Rover Sport nawet w hybrydowych odmianach zachował swój wyjątkowy charakter i takie rozwiązania nie rozwodniły jego wyrazu. W przypadku testowanej odmiany, topowej hybrydy plug-in P510e, jest to sześciocylindrowa trzylitrówka o mocy 400 KM, która w połączeniu z elektrycznym silnikiem daje 510 KM oraz 700 Nm! Nie jest to jednak auto stworzone do podróżowania szaleńczym tempem (w tym sprawdzi się dopiero wspomniana odmiana SV, którą mieliśmy już okazję sprawdzić, ale wciąż nie możemy za dużo mówić), raczej do spokojnego zadania kierunku i bezproblemowego utrzymywania tempa. Bezszelestnie, bez wysiłku, głównie dzięki elektrycznej jednostce, dzięki której tym kolosem będziecie w stanie pokonać realnie blisko 90 km bezemisyjnie!

Sport jest świetnie wyciszony oraz niebywale komfortowy, choć dość podatny na boczny wiatr, co dość dziwi, biorąc pod uwagę, że waży ponad 2900 kg. W mieście nieźle sobie radzi pomimo kolosalnych rozmiarów (zasługa skrętnej tylnej osi), ale bez wątpienia odnajduje się dopiero w trasie. Prawdę mówiąc zadowala wygodą podróżowania, ale jednocześnie nie odkrywa niczego nadzwyczajnego. Można by stwierdzić, że to wada, ale Range Rover, jak już pisaliśmy o „dużym” modelu w odmianie SV - po prostu ceniony jest za ewoluowanie, a nie rewolucje.
Na nowego Range Rovera Sport trzeba mieć minimum pół miliona złotych. W dobie konieczności płacenia ponad 200 000 zł za kompaktowe samochody może to i tak nie dziwi, ale tu dopiero zaczyna się poletko do zabaw w konfiguracje i łatwo skończyć z kwotami dochodzącymi do 800 000 zł. Nie chodzi tu wyłącznie o opcje, ale bardziej mnogość silników i wersji wyposażenia. Nasze auto - odmiana P510e w wersji Autobiography, to wydatek minimum 732 000 zł. To mnóstwo pieniędzy, szczególnie, że rozmawiamy o cenie bez opcji (choć mowa o najbogatszej wersji, nasz egzemplarz kosztował ponad 800 000 zł). Z drugiej jednak strony dostajemy auto bliskie wzorowemu, które może przejechać ok. 90 km na prądzie, a w trybie hybrydowym, w trasie, zadowoli się około 11 litrami benzyny. Nieźle jak na auto ważące blisko 3 tony. Okaże się bajeczne, kiedy wiecie jak je eksploatować (mowa o szacunkowej świadomości rodzaju pokonywanych tras), no i oczywiście celujecie w auto w takim właśnie budżecie.
Bolid Oracle Red Bull Racing, pamiątki Ayrtona Senny i Maxa Verstappena oraz wyjątkowe zegarki.
Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Poznaj 10 najdroższych samochodów świata. Ceny, osiągi i ciekawostki o najbardziej luksusowych autach w historii motoryzacji.
Poznaj Ferrari 812 Competizione – limitowaną wersję z silnikiem V12 o mocy 830 KM. Sprawdzamy osiągi, prowadzenie i wyjątkowy charakter modelu.
Jeśli właśnie kupiłeś Aston Martina Valhallę, Breitling ma dla ciebie ofertę nie do odrzucenia.
Fastline Track Experience Sevilla 2026 na Circuito de Sevilla. SAVE THE DATE: 16 i 17 listopada.
Poznaj kolekcję OCHNIK na jesień–zimę 2026/2027. Skórzane kurtki, masywne półbuty inspirowane off-roadem i miejską modą.
Mercedes-AMG wykorzystał autorską platformę i technologię, aby stworzyć elektrycznego super-SUV-a.
Po prawie dekadzie zobaczyliśmy rakietowy prototyp Tesli Roadster, ale produkcja ruszy za 2 lata.
Koncept Mission S zapowiada supersamochód Porsche, który wkrótce zagości w gamie obok kultowego 911.
To niepozorne i dyskretne BMW potrafi wytrzymać ostrzał z broni i wydostać się ze strefy zagrożenia.
Hiszpańska marka rozszerza współpracę z ABT na segment EV. Na pierwszy ogień poszła Cupra Raval.
Historia zatacza koło. Citroën po raz drugi chce zrewolucjonizować rynek tanim, miejskim 2CV.
Przy okazji prezentacji nowych technologii napędu Peugeot wspomina dwa historyczne, sportowe modele.
W 55. rocznicę debiutu pierwszego A310 Alpine odsłania koncept nowoczesnej interpretacji tego auta.
Tym jednym konceptem Alfa Romeo pokazuje co chce sobą reprezentować w następnych kilku latach.