Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Odświeżony crossover VW ciągle ma idealne wręcz rozmiary i jest… skutecznym Volkswagenem.
Patrząc na nowego Tiguana, szczególnie w odmianie R-Line, aż trudno zilustrować sobie fakt, że to najchętniej wybierany, dość powszechny model pospolitej marki. Samochód zwraca uwagę zadziornością, powagą i stylistycznie bliżej mu do samochodów znacznie droższych producentów.
Samochód standardowo opuszcza fabrykę na felgach w rozmiarze 17 cali, w testowanym egzemplarzu zamontowano jednak obręcze 20-calowe i to wizualnie zmienia naprawdę sporo. Czarne koła oraz literki “R”, obramowania okien czy obudowy lusterek w tym samym kolorze nadają Tiguanowi “pazura”. Producent odszedł od modnego w ostatnich latach “ubierania” zderzaków w imitacje układu wydechowego. Tu mamy tylko… udawany dyfuzor, ale całość wygląda dobrze i nie budzi zastrzeżeń. Tylna część nadwozia - w wyższych odmianach - wyróżnia się też LED-owym światłem poprowadzonym przez całą szerokość nadwozia. Testowany samochód został też wyposażony w topowe reflektory, które sprawiają, że jazda nocą to przyjemne doznanie.
Pozostając przy oświetleniu, szybko wskakujemy do wnętrza. Przed pasażerem znalazł się iluminowany panel z logo “R” i kilkoma wstawkami, które mogą mienić się w różnych kolorach. To samo uczyniono z listwami bocznymi drzwi. Czy jest to potrzebne? Nie. Czy nadaje poczucia podróży czymś więcej niż bazowym Tiguanem? W sumie tak.
Kokpit klasycznie już zdominowany jest przez sporych rozmiarów dotykowy ekran centralny (2 cale większy niż standardowo montowany w tym modelu). System działa dość sprawnie, z niewielkimi opóźnieniami w pracy, choć sam wyświetlacz wygląda jak trochę zamontowany na siłę. Niestety, klimatyzacją sterujemy również dotykowo, z paneli umieszczonych tuż pod ekranem.

Wyświetlacz znajduje się również za kierownicą. Na szczęście ten można zaprogramować tak, by wyświetlał “skórkę” klasycznych wskaźników. Ponadto z jego poziomu możemy wygodnie sterować systemami bezpieczeństwa (czyt. sprawnie je wyłączyć) czy standardowymi wskazaniami komputera pokładowego - jak w starym dobrym Volkswagenie!
A co z jakością wnętrza? Sporo tu miękkich materiałów, cieszy też miękka wyściółka schowków w drzwiach, a jedyne nieprzyjemne, twarde obicia znajdziemy w niższych partiach deski rozdzielczej, tam gdzie raczej na co dzień nie mamy bezpośredniego kontaktu z autem. Testowany samochód wyposażono w komfortowe fotele, zamiast w świetnie wyglądające, ale znacznie mniej sprzyjające wygodnym podróżom siedzenia z logotypem R.
Mimo tego, że Volkswagen posiada w ofercie jeszcze kilka większych modeli, w Tiguanie nawet na kanapie z tyłu z powodzeniem podróżować mogą nawet wysocy pasażerowie i to w świetnych warunkach. Z własnym nawiewem klimatyzacji, złączami USB-C, a w testowanym aucie nawet z podgrzewanymi siedziskami. Zadowala też możliwość regulacji tylnych miejsc wzdłuż i odchylane oparcie, czym możemy również “manewrować” w kwestii wielkości przestrzeni bagażowej (do 652 litrów).
Przyzwyczajenia wymaga selektor biegów będący w zasadzie dodatkową dźwigienką za kierownicą. Musi minąć kilka dni eksploatacji Tiguana, by odruchowo nie sięgać do tunelu centralnego. Tam zlokalizowano pokrętło, którym sterować możemy głośnością audio (bez sensu - można to robić na dotykowym panelu centralnym albo z kierownicy) lub - po dodatkowym wciśnięciu - trybami jazdy. Z minusów - kamera cofania o fatalnej jakości obrazu.

Zanim ruszymy - słowo o kierownicy. Nasze auto otrzymało lepiej leżącą w dłoniach (przynajmniej w kwestii przyjemnego prowadzenia auta), z uwagi na wersję wyposażenia R. Cieszy jednak, że Volkswagen poszedł za opinią użytkowników i powrócił do klasycznych guzików na kierownicy, zamiast dotykowych dziwactw.
Już na starcie warto zachwalić adaptacyjne zawieszenie DCC Pro. To nie jest tania opcja (w niższych wersjach), ale bez wątpienia warto dopłacić za możliwość regulowania twardości zawieszenia w tak dużym spektrum. Oczywiście system powiązany jest z trybami jazdy, ale można regulować resorowanie również niezależnie, a skrajne położenia czynią z Tiguana dwa zupełnie inne samochody. To istotna cecha szczególnie w przypadku samochodu z 20-calowymi obręczami, jednak z charakterem prorodzinno-wycieczkowym. Kręte drogi i jazda w pojedynkę - twardsze nastawy i więcej uśmiechu u kierowcy. Familijny wyjazd lub swobodna jazda po dziurach - miękki charakter i… również radość.
Testowany samochód został wyposażony w najpewniej dość rzadko wybierany przez klientów silnik 2.0 TSI o mocy 265 KM. To najszybszy wariant w ofercie (standardowo parowany z napędem 4Motion), który osiąga setkę w mniej niż 6 sekund! Nie jest to hybryda, wobec czego zużycie paliwa sięga wartości wyższych, niż przywykliśmy w autach takiego segmentu (średnio około 10 litrów benzyny na setkę, choć przy szaleństwach “połknie” też 12-13 litrów). Do bardziej ambitnej jazdy to chyba jednak najlepszy wybór w szerokiej ofercie Tiguana, na pokładzie którego mogą znaleźć się też hybrydy miękkie, typu plug-in a nawet diesel. I o to chodzi w autach pospolitych marek - coś dla każdego!

Samochód taki jak testowany to już niestety dość spory wydatek. Sama odmiana R-Line to najmniej około 200 tys. zł, a doposażenie auta w mocną benzynę sprawia, że w salonie trzeba zostawić prawie 240 tys. zł, bez dodatkowych opcji. Prawdą jednak jest, że ta wersja wyposażona jest już naprawdę dobrze i niewiele trzeba tu dokładać. Optymalny, mimo wszystko, okazuje się chyba jednak wariant wysokoprężny, który w mocniejszej wersji (193 KM) wyposażony jest również w napęd 4Motion. Niestety, takie auto jest niewiele tańsze od najmocniejszej benzyny, ale parametrami odbiega nieznacznie (setka w nieco ponad 7 sekund), a potrafi zużyć nawet połowę tego co TSI.
Tiguan, którego brat bliźniak (siostra?) to agresywniej narysowana Cupra Terramar, nieustannie zadowala stosunkowo dobrą jakością wykonania i skutecznością całego zestawu cech. Jak przystało na Volkswagena - nie jest najtańszą możliwą opcją na rynku, ale optymalnie skonfigurowany samochód zamknie się w kwocie 200 tys. zł. To bez wątpienia jeden z lepszych samochodów segmentu kompaktowych SUV-ów czy crossoverów.
Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Poznaj 10 najdroższych samochodów świata. Ceny, osiągi i ciekawostki o najbardziej luksusowych autach w historii motoryzacji.
Poznaj Ferrari 812 Competizione – limitowaną wersję z silnikiem V12 o mocy 830 KM. Sprawdzamy osiągi, prowadzenie i wyjątkowy charakter modelu.
Poznaj Konrada Skurę – fotografa współpracującego z EVO. Kulisy sesji zdjęciowych, podróże, Le Mans, Muzeum Ferrari i niezwykłe historie z pracy.
Wkrótce na rynek wejdzie gorące MINI John Cooper Works Convertible oraz wersja 1965 Victory Edition.
Elektryczny, luksusowy SUV GV90 wkrótce trafi także do Polski. Genesis potwierdził plany ekspansji.
W uznaniu dla włoskiej doskonałości projektowania dział Ad Personam stworzył Temerario Tricolore.
W hipersamochodzie V-ONE klienci Cadillaka będą mogli poczuć się jak kierowcy w Le Mans.
Nowe wydanie EVO Magazine już w sprzedaży. Ponad 170 stron testów, wyjątkowych samochodów, podróży i motoryzacyjnych emocji.
Lamborghini Miura stworzyła definicję supersamochodu. Poznaj historię włoskiej ikony i sprawdź, jak dziś jeździ Miura P400 S z V12.
Wkrótce po premierze Brabusa Bodo firma prezentuje jego nową, równie limitowaną wersję Cabriolet.
Klienci w Niemczech będą mogli nabyć jednego ze stu Porsche 911 na stulecie toru Nürburgring.
Poznaj 10 najdroższych samochodów świata. Ceny, osiągi i ciekawostki o najbardziej luksusowych autach w historii motoryzacji.
W historycznej siedzibie Bentleya w Crewe już od 80 lat trwa tradycja ręcznej produkcji samochodów.
Napęd z wersji OCTA i terenowe dodatki z pustynnego rajdu - to nowy, prototypowy Defender Dakar.
W ramach największej aktualizacji w historii modelu Klasa C dostała garść inteligentnych systemów.