500 KM, dwie brutalne turbosprężarki i zero kompromisów. Ferrari F40 po 35 latach wciąż wywołuje większe emocje niż większość współczesnych hiperaut.
Czytelnicy wybierają cel, my ruszamy w drogę – te proste zasady zmieniły się dla nas w wymarzoną przygodę.
Pierwszy, mazurski etap projektu „Yokohama on Tour”, okazał się strzałem w dziesiątkę. I, co tu dużo mówić – podniósł poprzeczkę bardzo wysoko. Kolejny na liście wyjątkowych miejsc wskazanych przez Was – naszych Czytelników, okazał się Beskid Śląski, a więc przeciwny kraniec Polski. Czy sprostał oczekiwaniom?

Zanim odpowiemy na to pytanie, przypomnijmy sylwetki głównych bohaterów naszego cyklu. To dzięki nim, radość z odkrywania najbardziej malowniczych zakątków kraju, mogliśmy połączyć z radością jazdy. Pierwszy to zmodyfikowany Ford Mustang GT, wyposażony w opony Yokohama ADVAN Neova AD09, idealne, by okiełznać taką maszynę a jednocześnie zachować sportowego ducha. Drugie auto to Porsche Cayman GT4, wyposażone w opony ADVAN Sport V107, znakomite właśnie w przypadku aut performance. Mieliśmy więc idealny cel, idealnych towarzyszy podróży i, jak się okazało, niemal idealną trasę. Odcinek z Warszawy do Wisły przemierza się całkiem szybko i bardzo przyjemnie. Na miejsce dotarliśmy po około czterech godzinach, czyli w takim samym czasie, jaki zajęła nam podróżdo Mikołajek. To o tyle ciekawe, że tym razem pokonaliśmy niemal dwa razy dłuższy dystans. Jedynym zgrzytem okazał się odcinek Piekary-Pyrzowice autostrady A1. Ostrzegamy, że poprzeczne nierówności po jakimś czasie dają porządnie w kość.

Wszelkie niewygody skończyły się jednak natychmiast po dotarciu na miejsce. Pięciogwiazdkowy hotel Crystal Mountain w Wiśle okazał się strzałem w dziesiątkę. Jego nietypowa architektura skojarzyła się nam z luksusowym wycieczkowcem, płynącym przez morze zieleni. I było to skojarzenie zaskakująco trafne. Hotel oferuje bowiem wszystko, co potrzebne by spędzić udany urlop – restauracje z wyśmienitą kuchnią, bary, aquapark, SPA, siłownię… i wiele innych atrakcji, których najzwyczajniej nie zdążyliśmy odkryć. Fantastycznym udogodnieniem okazał się także parking podziemny z łagodnymi wjazdami (nawet nisko zawieszone auta wjeżdżają bez problemu). Takie rozwiązanie zapewniło nam skuteczną ochronę przed palącym słońcem i gwałtownymi burzami – bo właśnie na taką pogodę trafiliśmy.

Na szczęście ulewy nie trwały długo i wkrótce mogliśmy rozpocząć zwiedzanie. Zaczęliśmy od Przełęczy Salmopolskiej (934 m n.p.m.), drugiej pod względem wysokości (po Krowiarkach) przełęczy w Beskidach, dostępnej dla zmotoryzowanych. To właśnie tu, w paśmie Baraniej Góry, biegnie niezwykle malownicza (a przez to bardzo popularna wśród turystów) droga, łącząca Wisłę i Szczyrk. Chcieliśmy sprawdzić, czy zapewni nam wrażenia porównywalne z tymi, jakie pamiętaliśmy z podobnych krętych tras Szwajcarii czy Rumunii. I tu niestety spotkało nas rozczarowanie – liczyliśmy na drogę równie wymagającą, co zapewniającą frajdę z jazdy. Dostaliśmy krótki odcinek z kilkoma zakrętami i przeciętnymi, jak na tę okolicę, widokami. Niedosyt postanowiliśmy sobie zrekompensować, przejeżdżając trasę kilkukrotnie, by rozgrzać opony przed kolejnymi etapami podróży.

Następnie skierowaliśmy się w stronę Trójwsi Beskidzkiej, czyli Istebnej, Jaworzynki i Koniakowa. Miejsca te słyną z niepowtarzalnego folkloru, fantastycznej muzyki ludowej i przepięknych koronek. W okolicy można podziwiać kilkadziesiąt starych, klimatycznych zagród (jedna z nich, Chata Kawuloka z XIX w., stanowi nawet część Szlaku Architektury Drewnianej województwa śląskiego). Przy okazji utwierdziliśmy się w przekonaniu, że naszym ulubionym sposobem zwiedzania jest zjeżdżanie z głównych dróg i eksplorowanie takich zakątków regionu, które są ukryte i mniej oczywiste.

Fantastyczna okazała się nasza baza wypadowa, czyli Wisła – prawdziwa perła Beskidów. Położona wyjątkowo malowniczo, w samym sercu Beskidu Śląskiego, od dawna cieszy się sławą popularnego kurortu. To tutaj, u stóp Baraniej Góry, ma swój początek Wisła, najdłuższa rzeka w Polsce.
Samo miasteczko urzeka, podobnie jak cała okolica. Centrum Wisły praktycznie zawsze tętni życiem, zapewniając turystom liczne atrakcje. Nie brak tu także zacisznych zakątków, w których można znaleźć trochę wytchnienia. Liczne górskie szlaki sprawiają, że turyści przybywają tu praktycznie cały rok – latem, by wędrować po tutejszych wzgórzach, zimą, by skorzystać z bogatej oferty sportowej (Wisła to przecież miasto rodzinne samego Adama Małysza!). Nic więc dziwnego, że kurort zapewnia znakomitą infrastrukturę, liczne restauracje i obiekty noclegowe. Każdego dnia pobytu gratulowaliśmy sobie wyboru hotelu – jakość i gościnność przerosły nasze oczekiwania. A roztaczający się z naszych okien cudowny widok na całe miasto był wisienką na torcie. Mogliśmy więc „zwiedzać” Wisłę nie tylko w trakcie pieszych wędrówek, ale i podczas picia kawy na tarasie. Fantastyczne miejsce, zarówno na krótki wypad, jak i na dłuższe wakacje – solo, z przyjaciółmi albo z całą rodziną.

Po kilku dniach intensywnego zwiedzania (którego efekty z dumą i radością przedstawiamy na zdjęciach), ruszyliśmy w drogę powrotną. I tu ciekawostka – jeszcze w czasie naszej mazurskiej przygody odkryliśmy, że tak intensywne zwiedzanie generuje problem, którego nie przewidzieliśmy, a mianowicie... masę odcisków palców na ekranach nawigacji. Tym razem, bogatsi o doświadczenia z poprzedniej podróży, przed wyjazdem nakleiliśmy na ekrany folię ochronną marki GRIZZ. Po pierwsze – wyeliminowało to problem ze śladami palców a po drugie, dzięki matowemu wykończeniu folii – w słoneczne dni ekrany stały się bardziej czytelne. GRIZZ to folia redukująca odciski, tłuste smugi i refleksy światła oraz zapewniająca ochronę przed rysami, a więc idealnie odpowiadająca na nasze potrzeby. Co ważne, tego typu zabezpieczenie nie zmienia reakcji ekranu na dotyk. Sprawdziło się! Korzystaliśmy z nawigacji z powodzeniem i zrobimy to znowu, zabierając Was w kolejny rejon Polski.
500 KM, dwie brutalne turbosprężarki i zero kompromisów. Ferrari F40 po 35 latach wciąż wywołuje większe emocje niż większość współczesnych hiperaut.
Wychował się na modelach Porsche i prospektach Mercedesa. Dziś prowadzi 71 Warsztat Premium – miejsce stworzone dla entuzjastów motoryzacji.
To, czego uczy tor wyścigowy, procentuje każdego dnia, bez względu na płeć
Już od stu lat Nürburgring jest miejscem, gdzie sportowe wozy w stylu Caterhama czują się najlepiej.
Linia Caymana i Boxstera na razie wygasła, więc rolę samochodu wyścigowego klasy GT4 przejmuje 911.
Midsummer Coupé to pierwsze zamknięte auto Morgana od czasu zakończenia produkcji linii Aero.
W ramach małego liftingu cała rodzina A3, w tym S3 i RS3, zyskała nowości z zakresu technologii.
500 KM, dwie brutalne turbosprężarki i zero kompromisów. Ferrari F40 po 35 latach wciąż wywołuje większe emocje niż większość współczesnych hiperaut.
Goodwood Festival of Speed stanie się miejscem prezentacji rewolucyjnego następcy Alpine A110.
Wychował się na modelach Porsche i prospektach Mercedesa. Dziś prowadzi 71 Warsztat Premium – miejsce stworzone dla entuzjastów motoryzacji.
Poprawki w designie, wyposażeniu i technologii mają przekonać nowych klientów do wyboru Maserati.
Wirtualne zmiany biegów czy opcjonalny pakiet torowy Manthey to nowe dodatki w gamie Porsche Taycan.
Twórca Alpiny, już teraz pod własnym nazwiskiem, wchodzi na jeszcze wyższy poziom wyrafinowania.
Projekt Genesis Magma ma być wielką marką w świecie motosportu, a ma w tym pomóc program klasy GT3.
Od BMW M4 po Koenigsegga Jesko Attack. Sebastian Stach od dekady trafia ze swoimi zdjęciami do odbiorców na całym świecie.
"From gentelmen driver to racer" - Czy jazda wyścigowa jest zarezerwowana wyłącznie dla zawodowców?