Sprawdź, jak Defender z oponami Yokohama Geolandar A/T G015 radzi sobie w podróży z Polski do Dolomitów – test w trasie i w terenie.
Po zakochaniu sprzed kilku lat sprawdzam, czy największe kombi Peugeota wciąż potrafi rozpalić zmysły.
Czerwiec 2018 r. Ciepła, słoneczna pogoda przeplatana ciężkimi chmurami, które co chwila przynosiły ulewny deszcz. Opady zmieniały przyczepny asfalt krętych dróg Alp Nadmorskich w istną ślizgawkę. To właśnie wtedy, w takich okolicznościach, w Monako wziąłem udział w europejskiej prezentacji Peugeota 508. Auto nie dość, że oczekiwane, to jeszcze przełamujące designerską nudę, która na dobre zadomowiła się w modelach produkowanych przez Peugeota w poprzednich latach. Cały dzień jeżdżenia wszystkimi dostępnymi wówczas wersjami pięćsetósemki dał dobry pogląd na to auto. Mimo niezbyt komunikatywnego układu kierowniczego i bardzo słabej widoczności z wnętrza od razu bardzo polubiłem ten model. Do tego stopnia, że do debiutu Alpine A110 uważałem go za najlepsze auto francuskie, jakie można było kupić.
Mijają cztery lata. Od importera odbieram flagową odmianę 508 oznaczoną literkami PSE - Peugeot Sport Engineered. Ma 360 KM, napęd na 4 koła i wygląda obłędnie. Podoba mi się do tego stopnia, że prosto z warszawskiego salonu jadę do kawiarni, gdzie parkuję auto przed witryną i przyglądając się mu zza szyby popijam przedłużone espresso. Nawet najwięksi motoryzacyjni ignoranci odwracają za nim głowę. Robotę robią tu nie tylko akcenty w kolorze seledynowym, którymi delikatnie okraszono niektóre elementy nadwozia. PSE jako całość jest niezwykle spójne. Czarne, 20-calowe obręcze kół, obniżone zawieszenie, ostro narysowane zderzaki i nakładki progów. Uwagę przykuwają małe splittery umieszczone przy przednich i tylnych kołach. Chcę wierzyć, że to nie tylko bajer, ale celowy zabieg mający na celu poprawić aerodynamikę i stabilność auta przy wyższych prędkościach.
Zwieńczeniem całości są dwie prawdziwe końcówki układu wydechowego. W dzisiejszych czasach, nawet w autach usportowionych, nie jest to rzecz oczywista. We wnętrzu jest nieco spokojniej. Powiem więcej - poza seledynowymi przeszyciami foteli trudno zauważyć różnice względem „standardowej” wersji GT. Fotele są dość miękkie, ale mają wystarczający zakres regulacji i nieźle trzymają w zakrętach. Plus za bardzo dobrze działający masaż.
Zarzut względem pozycji za kierownicą mam ten sam, co w innych wersjach - kierowcy o wzroście powyżej 190 cm będą dotykali głową podsufitki, jeśli auto (jak testowany egzemplarz) jest wyposażone w panoramiczny dach. Z tyłu jest jeszcze gorzej. Nisko poprowadzona linia dachu może i przywodzi na myśl modne coupe, ale skutecznie utrudnia zajmowanie miejsca w drugim rzędzie siedzeń. Ci, którzy mierzą więcej niż 170 cm wzrostu, nie będą podróżowali wygodnie. No i wspomniana widoczność. W 508 może nie poczujesz się jak czołgista w Abramsie, ale grube słupki A i C oraz szyby o niewielkiej powierzchni nie pomogą ci w manewrowaniu po wąskich uliczkach miasta.
Dopiero system inforozrywki, który zadebiutował w najnowszym 308 jest przyjazny i intuicyjny w obsłudze. 508 ma na pokładzie poprzednią generację multimediów, które nie grzeszą przejrzystością menu, a do tego działają zbyt wolno. Skandalem jest jakość obrazu z kamery cofania. Nie mogę zrozumieć, dlaczego w aucie za ponad 300 tysięcy złotych widok z niej jest porównywalny ze zdjęciami, które robiły pierwsze aparaty w telefonach komórkowych. Uczciwie trzeba powiedzieć, że zarzut ten nie dotyczy wyłącznie Peugeota 508, ale wielu innych aut koncernu Stellantis.
Pradziadek 508 PSE - Peugeot 405 T16 - krzesał 220 KM z doładowanego dwulitrowca. W połączeniu z napędem na cztery koła wystarczyło mu to, by osiągnąć setkę w 7 sekund. W pierwszej połowie lat 90. taki wynik wraz z prędkością maksymalną 235 km/h pozwalał na przeganianie większości aut z lewego pasa niemieckiej autostrady. Dziś na 360 KM i 5,2 s w sprincie do setki PSE muszą złożyć się aż trzy silniki. Pierwszy z nich to 1,6-litrowy, 200-konny PureTech. Motory elektryczne zamontowano tuż przy osiach. Przedni ma 110 KM, tylny o 3 KM więcej. Cała ta maszyneria sprawia, że mamy do czynienia z najmocniejszym seryjnym Peugeotem, jaki do tej pory opuścił fabryczne mury.
Stylistycznie PSE wiele obiecuje. Pierwsze kilometry za jego kierownicą… rozczarowują. W czasie spokojnej jazdy po mieście w trybie komfortowym, auto jedzie dokładnie tak samo jak słabsza, 225-konna wersja hybrydowa. Z bezpłciowo brzmiącym silnikiem, z poszarpującym układem napędowym. Denerwował mnie moment załączenia się silnika spalinowego podczas przyspieszania. Mimo trzymania pedału gazu w jednej, wciśniętej pozycji, auto na ułamek sekundy zwalniało, by po chwili wyrwać do przodu. Narowistość pojawia się w miejscu, gdzie jej się zupełnie nie spodziewasz. Sprawy idą nieco lepiej po przełączeniu samochodu w tryb Sport. Wyostrza się reakcja układu kierowniczego, bardziej ochoczo do pracy zbiera się układ napędowy, a z głośników płynie linia melodyczna o całkiem rasowym brzmieniu.
Na tyle szybki, że na prostej zostawia w tyle większość samochodów w sprincie spod świateł. Producent obiecuje ponad 40 km, które można przejechać w trybie bezemisyjnym. Realnie nie zrobisz więcej niż 30 km. Bardzo przeciętny wynik. Średnie zużycie paliwa da się zamknąć w 7 l/100 km w cyklu mieszanym. Jeżeli wybierzesz się w trasę z rozładowanym akumulatorem i zechcesz podróżować z prędkościami autostradowymi, czekają cię częste postoje. Okazję do zjedzenia hot doga i wypicia kawy na stacji benzynowej będziesz miał co ok. 350 km. Napęd na cztery koła działa sprawnie i nawet w czasie deszczowej pogody nie pojawiają się problemy z trakcją. W zakręcie PSE jest nieco ociężały. Rzut oka na tabelę z danymi technicznymi wszystko wyjaśnia. Z masą własną wynoszącą 1850 kg samochód jest o ponad 400 kg cięższy, niż zwykła wersja benzynowa, którą jeździłem po Alpach Nadmorskich 4 lata temu. Owszem, inżynierowie zrobili dużo, by zamaskować nadwagę tego sportowca, ale praw fizyki nie udało im się oszukać.
Do katalogowej ceny startującej od 310 400 zł możesz dołożyć szklany dach za 6000 zł i podgrzewaną przednią szybę za 400 zł. Pozostałe elementy wyposażenia są w standardzie. Wersja kombi kosztuje dodatkowo 4500 zł.
Peugeoty 405 Mi16 i T16 to dziś prawdziwe białe kruki, które bardzo rzadko pojawiają się w ogłoszeniach. 508 PSE ma wszystkie cechy ku temu, by podzielić ich los. Wygląda obłędnie, ale w czasie jazdy tak bardzo przypomina zwykłą wersję, że trudno mu będzie zdobyć serce petrolheada. Nie mam wątpliwości, że będzie bardzo rzadkim widokiem na naszych drogach.
Sprawdź, jak Defender z oponami Yokohama Geolandar A/T G015 radzi sobie w podróży z Polski do Dolomitów – test w trasie i w terenie.
Więcej jest teraz supersamochodów V12 niż aut miejskich. Do tego grona zamierza dołączyć Garagisti.
Temerario ma wysokoobrotowe V8 i trzy e-motory, ale czy technologia nie pozbawiła go duszy Lambo?
…dokładnie tak jak powinna zważając na ponad 450 KM różnicy mocy.
Na drogach widziano prototyp Porsche 991 z przodem typu “Flachbau”. Tylko pakiet czy nowy model?
Otwory w masce i powiększony główny wlot powietrza sugerują bardziej ekstremalny charakter Golfa R.
Przez 18 lat Nissan wyprodukował ponad 48 000 egzemplarzy GT-R-a. Teraz ta historia się kończy.
Dni pięciocylindrowego silnika Audi są policzone, a firma chce go pożegnać specjalną wersją RS3 GT.
Kończy się proces rozwojowy poliftowego 911 GT3 RS generacji 992.2. Oto kilka nowych zdjęć.
Mimo zwrotu w stronę EV, Alpine intensywnie pracuje nad silnikami spalinowymi zasilanymi wodorem.
Odświeżony crossover VW ciągle ma idealne wręcz rozmiary i jest… skutecznym Volkswagenem.
Ta Corsa to czysta fantastyka, ale jednocześnie przedsmak faktycznego Opla Corsa GSE na prąd.
Najmocniejsze Lamborghini w historii! Fenomeno 2025 z V12 i hybrydą ma 1080 KM, osiąga 350 km/h i powstanie tylko 29 egzemplarzy.
Le Mans GTR oraz S1 LM to dwa nowe samochody z działu zamówień specjalnych Gordon Murray Automotive.
Ringbrothers Octavia to nie popularny liftback Skody z silnikiem V8, a nowy restomod Aston Martina…
Marka Longbow buduje lekki i prosty elektryczny samochód sportowy, który ma mieć rozsądną cenę.