Czytelnicy wybierają cel, my ruszamy w drogę – te proste zasady zmieniły się dla nas w wymarzoną przygodę.
Silnik z MC20, zaawansowane zawieszenie i zjawiskowy wygląd czynią z nowego GranTurismo idealne GT.
Jeśli lubisz Maserati to na pewno cieszysz się z ciepłego przyjęcia świetnego supersamochodu MC20, ale model który naprawdę chciałbyś zobaczyć w roli lidera nowej ery włoskiej marki to kultowe GranTurismo.
Jest kilka powodów. Pierwszy jest taki, że 75 lat temu pojawiło się Maserati A6 1500 uważane przez obecne władze marki za pierwszego gran tourera. Rzeczywiście - gigantyczna przednia maska i sylwetka zgrabnego coupe jest silnie kojarzona właśnie z klasą GT i od tamtego czasu niewiele się w tym aspekcie zmieniło. Dziś jednak sprawy są nieco bardziej złożone, nie tylko strukturalnie, gdzie zaawansowana nowa stalowo-aluminiowa konstrukcja nośna sprawia, że poprzednie GranTurismo wycofane w 2019 roku wydaje się mocno przestarzałe i przyciężkie.
I to jest drugi powód. Zanim pokazano MC20 to właśnie poprzednie GranTurismo zaprezentowane w 2007 roku ze swoim głośnym 4.2-litrowym V8 (później także 4.7) i piękną linią było najlepszym powodem aby kupić sobie Maserati, albo ogólnie gran tourera. Marka ma tu pewne sprawy do dokończenia - teraz GranTurismo powraca na rynek, co prawda już bez V8, ale z dużo wyższą mocą nowego silnika V6. Celem jest powrót na tron.
Minimalnie słabszy z dwóch nowych modeli nazwano od miasta Modena, gdzie powstała marka Maserati. Ma on 490 KM i potrafi przyspieszać do 100 km/h w 3,9 s, ale nas dziś interesuje wersja Trofeo o mocy 550 KM, której sprint do pierwszej “setki” trwa 3,5 s, a prędkość maksymalna sięga 318 km/h.
Pod długą, silnie wyprofilowaną maską Trofeo (nazwaną przez szefa designu Maserati Klausa Busse "arcydziełem") kryje się nieco słabsza i bardziej cywilizowana wersja 3-litrowego V6 twin turbo o nazwie Nettuno. Przesunięto go mocno w głąb nadwozia, a za nim mieści się jeszcze 8-biegowa skrzynia automatyczna ZF. Moment obrotowy trafia na wszystkie koła, ale z wyraźną przewagą tyłu. Pneumatyczne zawieszenie współpracuje z podwójnymi wahaczami z przodu i wielowahaczowym układem z tyłu, a standardem są adaptacyjne amortyzatory przy wszystkich kołach.
Nowe GranTurismo to zaskakująco duży samochód, który wydaje się jeszcze szerszy ze względu na niewielką wysokość, choć żaden element jego designu nie wydaje się przesadzony. Wręcz jest to nieprzyzwoicie dobrze wyglądający wóz, a mądre gospodarowanie przestrzenią sprawia, że wewnątrz jest dość przestronnie. Kabina liczy cztery miejsca, ale naprawdę cztery, bo z tyłu jest zaskakująco dużo miejsca nad głowami. Kokpit na pierwszy rzut oka jest trochę nieuporządkowany, jak to we włoskim aucie, ale najważniejsze sprawy, w tym także pozycja za kierownicą, są bez zarzutu. Fotele podpierają lepiej niż na to wyglądają. Kabina Maserati to po prostu wspaniałe miejsce do spędzania czasu, a pod kątem luksusu może śmiało celować w Bentleya Continentala GT.
Przy powolnym cruisingu GranTurismo Trofeo jest wygodne jak na rasowe GT przystało, wcześnie zmienia biegi przy delikatnym operowaniu gazem, a jego potężne V6 wydaje miękki, lecz głęboki pomruk. Pomimo dodatkowej masy wynikającej z zastosowania napędu na wszystkie koła, zawieszenie jest elastyczne i czułe, przynajmniej przy ustawieniu profilu jazdy na domyślny tryb GT.
Powoli mijają kolejne kilometry trasy testowej i w końcu wjeżdżamy na wzniesienia. Droga staje się bardziej pusta i równa, więc zachęca do podkręcenia tempa. Odważniejsze wciskanie gazu spotyka się tutaj z umiarkowaną, wręcz lekceważącą reakcją silnika. Co ciekawe, Trofeo wprawiło mnie w stan delikatnej błogości, z którego nie mam zamiaru na razie wychodzić. Zamiast tego korzystam z ogromnego momentu obrotowego, który wydaje się znikąd narastać po każdym otwarciu przepustnicy.
Kiedy jednak Nettuno w końcu zacznie oddychać pełną piersią zaczyna być brutalny - jest przerażająco szybki i generuje pasującą w tej sytuacji wysokooktanową ścieżkę dźwiękową. Podobnie jak MC20, nowe GranTurismo Trofeo wydaje się mieć więcej mocy niż sugerują jego dane techniczne. Nie jest jednak tak surowe i dzikie jak jego centralnosilnikowy kuzyn, choć z całą pewnością silnik jest tutaj wyraźnym, wspólnym mianownikiem.
Oczywiście, to nie jest Toyota GR86. Maserati wcale nie zachęca do sprawdzania jego granic, nie czuję w nim pokusy graniczącej z szaleństwem, aby zagłębić się w jego zawiłej dynamice. Nie jestem ani zaskoczony, ani zaniepokojony takim odczuciem. GranTurismo to spory i dość ciężki samochód - szeroki, mięsisty, ma mnóstwo przyczepności i stabilności. Stworzono go raczej do pokonywania łuków autostrady na tempomacie ustawionym na 200 km/h, albo do europejskich road tripów ze śniadaniem w Monako i kolacją w Modenie. Jestem pewien, że tego typu misje wypełnia z łatwością.
Ale też zbyt łatwo jest nie docenić Trofeo. Gdy droga się klaruje, zmiany kierunku jazdy następują szybko i gładko. Układy sterujące wydają się usztywniać, reakcje wyostrzać, a układ napędu na cztery koła wkracza do akcji i przykuwa się do podłoża. Maserati składa się w zakręty z energią i balansem zdradzającym jego prawie dwutonową masę. Mimo to stawia czoło nadsterowności i podpiera się heroiczną przyczepnością. Czy to zbyt mocno zakamuflowana głębia? Może i tak, ale jednak głębia.
Maserati GranTurismo Trofeo kosztuje w Polsce minimum 278 900 euro, a w przeliczeniu jest to kwota około 1,24 miliona złotych. To trochę więcej niż Bentley Continental GT V8 kosztujący mniej więcej od 240 tysięcy euro. Brytyjczyk ma taką samą moc 550 KM i napęd na cztery koła, za to większą masę, co wcale nie przeszkadza mu być niezwykle zaawansowanym dynamicznie GT. Mniej więcej tyle samo trzeba zapłacić za Aston Martina DB12 (680 KM).
Silnik: V6 twin turbo 2992 ccm
Moc: 550 KM / 6000 obr./min.
Moment obrotowy: 650 Nm / 3000 obr./min.
Masa: 1795 kg (306 KM/tonę)
0-100 km/h: 3,5 s
Prędkość: 318 km/h
Cena: 278 900 euro (około 1,24 mln zł)
Czytelnicy wybierają cel, my ruszamy w drogę – te proste zasady zmieniły się dla nas w wymarzoną przygodę.
Włoski hot hatch na bazie Fiata 500 miał długie i owocne życie, ale nadszedł czas pożegnania.
Nazwa „Dom Volvo” kojarzy się z przyjaznym miejscem. Idealnym na powitanie dokładnie przemyślanego, elektrycznego SUV-a.
Zawarta w nazwie „ochrona”, to niejedyna zaleta folii ochronnych. Sprawdź jak poprawić komfort użytkowania ekranów dotykowych.
Najbardziej analogowy model z rodziny Venoma F5 nadal ma 1842 KM, ale obsługiwane trzema pedałami.
Silniki elektryczne w połączeniu z V8 twin turbo skutkują najmocniejszym sedanem w historii Bentleya.
Najważniejszym zadaniem Adriana Neweya będzie przygotowanie bolidu Aston Martin na sezon 2026.
Pięć lat po prezentacji konceptu, drogowa Ginetta z wolnossącym silnikiem V8 wchodzi do produkcji.
Elektryczne Renault R17 to jeden z tych konceptów, które bardzo byśmy chcieli zobaczyć w produkcji.
Nowy wóz Alonso brzmi lepiej niż bolid i jest prawie tak samo szybki. Ale ma tablice rejestracyjne…
Cupra Terramar to sportowy kuzyn VW Tiguana z silnikiem od Golfa GTI lub hybrydą plug-in.
Aston Martin Vanquish w 2024 roku powraca z nowym designem i podwójnie uturbionym V12 o mocy 835 KM.
Czytelnicy wybierają cel, my ruszamy w drogę – te proste zasady zmieniły się dla nas w wymarzoną przygodę.
Audi wprowadza zmodernizowanego SUV-a Q5 oraz sportowe SQ5 z 3-litrowym V6 TFSI o mocy 367 KM.
Hyundai na poważnie przymierza się do produkcji modelu N Vision 74. Padła nawet data: 2030 r.
Speedster PureSpeed będzie pierwszym z serii ultra-ekskluzywnych modeli specjalnych AMG.